piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 30

Następnego dnia obudziłam się po 10. Na treningu chłopaków miałyśmy być o 13. W łóżku nie było Moni a Kuba spał jak zabity. Próbowałam go obudzić ale zrobiło mi się strasznie nie dobrze. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. Odrazu umyłam zęby i wróciłam do pokoju w celu obudzenia Kuby ale w łóżku już go nie było.  Skierowałam się do kuchni a tam Monika z Kubą jedli płatki. 
-O hej. Chcesz też? -spytała Monia. A Kuba mnie zmierzył wzrokiem.
-Źle się czujesz? Jakaś blada jesteś.-zaniepokojony podszedł do mnie.
-Nie wiem.  Przed chwilą wymiotowałam.-powiedziałam i ominęłam Bireckiego i usiadłam do stołu i oparłam głowę o dłonie. 
-może nie idź dziś na trening. Powiem Luisowi że się źle czujesz.
-Nie no pójdę.  Taka okazja do pracy się zdarza raz na milion.
-Taa czy ci się Bartra podoba.?-zaśmiała się. 
-Nie co ty. Kuba a ty o której masz samolot?
-O 19.
-Oo to możesz iść z  nami na trening co o tym myślisz?-spytałam
-No czemu by nie a wpuszczą mnie?
-Ania tak ich zagada że pewnie że tak.

Na treningu.
Siedziałam w toalecie i już trzeci raz tego dnia wymiotowałam. Wyszłam z toalety i skierowałam się na murawę. Kuba miał szybciej samolot i musiał już jechać.  Cały czas gadał ze Real jest lepszy i tak dalej. Zamyślona nawet nie zauważyłam że na kogoś wpadłam. 
-Przepraszam.-powiedział ten noo Neymar.
-Nie to ja przepraszam. Zamyśliłam się i na ciebie wpadłam.-chciałam iść już w określone przez siebie miejsce ale brazylijczyk mnie zatrzymał.
-Słuchaj no jest teraz okazja no i chciałbym cię spytać czy nie poszła byś ze mną na kawe i się lepiej poznać. -zdziwiło mnie to bo ledwo go znam a nie powiem jest przystojny.
-Pewnie. Czemu by nie.
-To może jutro po treningu?
-Okej.-uśmiechnięta wróciłam z nim na boisko. On wrócił do treningu a ja robiłam zdjęcia do reportażu Moniki. 
-Słuchaj Ania. Może ty w ciąży jesteś? -Coo?? Nie co ty. Z kim? A dobra wiem. nie zawsze się zabezpieczaliśmy.
-Ale wiesz. Jakie gumki robią to szkoda gadać.  Pójdziemy dziś do lekarza dobrze?
-No dobrze. -bałam się tej wizyty bo nie chciałam być w ciąży.  Nie teraz kiedy rozstałam się z Adrianem i jestem w Hiszpanii.  Po treningu pojechałyśmy do lekarza. 
-Monia ja nigdzie nie ide. Boje sie.- cofnęłam się od drzwi do ginekologa. 
-Oj idź nie marudź.-pchnęła mnie za drzwi i juz nie miałam wyjścia. 

-Gratulacje to 3 miesiąc. -powiedział z uśmiechem. Ja po prostu się rozpłakałam. Nie wiedziałam co mam robić w tamtym momencie. -Coś się stało?-spytał
-Wolałabym żeby pan powiedział że przykro mi ale nie jest pani w ciąży. 
-Czemu? Ojciec dziecka na pewno się ucieszy.
-No właśnie z tym ciężko. On mieszka w Polsce.
-Ale z tego co widzę pani też jest polką.
-To bardziej skomplikowana sprawa niż pan myśli.  Muszę już iść siostra czeka.
-Dowidzenia. Zapraszam na kontrolę za miesiąc.
-Dowidzenia.-powiedziałam i wyszłam. 
-No i co?-pojawiła się prze de mną Monika.
-Powiem w hotelu.-udawałam obojętną. Nie zadawała więcej pytań.  W hotelu usiadłam przed telewizorem i włączyłam go na jakimś durnym serialu.
-No to powiesz mi wreszcie?-spytała zasłaniając mi telewizor. Ja się tylko rozpłakałam. -Musisz do niego zadzwonić i mu powiedzieć.
-Nie. Nigdy mu tego nie powiem. Mogę się do niego odzywać ale nigdy nie dowie się że ma dziecko.
-No to chociaż Kubie powiedz?
-ale co powiedz Kubie?-spytał wchodząc do naszego pokoju Kuba??
-Co ty tu robisz? -spytałam.  - miałeś samolot.
-No miałem ale mi zjebał. To co masz mi powiedzieć?
-No dobra. Powiem. Ale tylko wspomnij słówko Adrianowi to nie nagrasz już żadnego nowego kawałka ani płyty.  Dobrze?
-Dobrze. No to co jest?
-Monia ty powiedz. Ja nie jestem w stanie.
-Ania jest w ciąży.
-Cooo?!?! Że Kryński ojcem?!? Mała nie wiem jak wyście to zrobili że wpadliście ale lepiej mu wszystko powiedz.
-Nie to wykluczone.-on wyciągnął telefon i gdzieś dzwonił.
-No siemanko... Jutro.... A teraz ktoś chce ci coś powiedzieć. -podał mi telefon a ja nieświadoma z kim rozmawia odezwałam się do osoby po drugiej stronie telefonu.
-Halo?
-Ania to ty?!-o nie Kuba nie żyje. 
-Aa.aadrian?
-Mała słuchaj nie chciałem żeby to wszystko tak wyszło.
-Dobra daruj sobie. Mogę z tobą normalnie gadać ale nic więcej.  Wspomnisz na temat nas. Teraz musze kończyć. - rozłączyłam się i oddałam Kubie telefon.
-Kuba ja mu nic nie powiem uszanuj tą decyzję. 

Insta tumbrl

Siemcia :) jesli ktos by chcial to podaje dane do instagrama mojego i tumbrlera :D

Insta: pjona._
Tumbrl: Pjona ;)

Nad nowym rozdziałem nadal pracuje ;)

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 29

Pojechaliśmy do hotelu i tam od razu podłączyłam laptopa pod ładowarkę i weszłam na Facebooka.  Adrian Kryński dodał nowe zdjęcie.  Heh z B.R.O. i opis. Stary wracaj już z tej Hiszpanii bo nudno bez ciebie.  Nie ma z kim spalić jointa. ;)
-What?!?!?-krzyknęłam
-Co jest?-spytała Monia. Muszę przywyknąć do jej nowego imienia.
-Kuba jest w Hiszpanii.
-Jaki Kuba?
-No B.R.O.
-Aa Kubuś trzeba było tak od razu. Dzwoń do niego niech wpadnie.
Nie zastanawiałam się długo tylko wzięłam telefon i wybrałam numer do Kuby. Po trzech sygnałach odebrał.
-heja skarbie.
-No hej. Powiedz mi gdzie jesteś?
-W Hiszpanii więc nie wypłacisz się za rachunek.-zaśmiał się. 
-No wiem ale dokładnie.
-No dokładnie to w hotelu La Massia w pokoju 342. A co?
-Noo to mam do ciebie małą sprawę. Moja koleżanka jest w pokoju 343 i ma problem z laptopem możesz iść jej pomóc?
-Ładna jak ty? -spytał od razu.
-Można tak powiedzieć. -zaśmiałam się a Monia to już sikała ze śmiechu.
Rozłaczył się po chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Prosze!-krzyknęłam a po chwili w środku znalazł się Kuba.
-Aga!-krzyknął i odrazu mnie przytulił.  -Gdzie ty Kryńskiego tu zgubilaś?-spytał a po chwili się bardziej w niego wtuliłam.
-Nie jesteście już razem prawda.-stwierdził nie spytał. Kuba i Adrian to dwie osoby które spędziły ze mną każdą wolną chwilę. Wiedzą o mnie wszystko. Nic przed nimi nie ukryje.
-Weź ją na spacer. Pogadacie sobie. -powiedziała Monia. 
Kuba chwile pogadał z Monią i poszliśmy na spacer.
-No to opowiadaj czemu zerwaliście.-powiedział.
Opowiedziałam mu całą historię i on się zatrzymał.
-Czy mu kurwa do końca ta marycha mózg zlasowala?? Jaki fiut kurwa. Okej jest skurwielem ale ma to w genach ale żeby pozbywać się takiego skarbu?
-Kuba. Ja już też miałam dość.  Go co rusz nie było w domu tak jakbym sama mieszkała.  Jest dla mnie cholernie ważny ale bym już nie dała rady z nim być.  To mnie przekracza.  -Mała słuchaj.  Adrian jak pisał o tobie piosenkę co chwile do mnie przychodził i mówił ze boi ci się wyznać miłość.  Że nie da rady takie tam.  Teraz nie wiem co mu odbiło ale cie kocha. Też cię kocham ale wiem że nie mam szans. Przecież jestem twoim starszym bratem.-przy ostatnich dwóch słowach zrobił cudzysłów w powietrzu.
-Kuba to nie tak. Wyznałeś mi miłość jak byłam z Adrianem. Teraz się dużo spraw zmieniło a ja z głupiałam. Nie wiem co mam robić.
-Słuchaj mimo że cie kocham i ogólnie mam zielone światło to tego nie zrobię.  Wiem że coś zjebie a nie chce żebyś prze ze mnie cierpiała. Na prawde nasza przyjaźń jest dla mnie najważniejsza.-nawet nie wiem kiedy się zatrzymaliśmy.-A gdybym cię zranił to nigdy bym sobie tego nie wybaczył.-pocałował mnie delikatnie w usta a ja się w niego wtuliłam. 
-No dobra dobra a teraz chodź na lody. Skarbie ja stawiam.-powiedziałam przytulona do niego. Objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę budki z lodami. Gadaliśmy na najróżniejsze tematy. Szliśmy już do hotelu kiedy zobaczyłam Bartre.
-O hej.-powiedział kiedy nas zauważył
-No hej. Gdzie tak pędzisz?-spytałam.  -A po Ninę. Bo jest u weterynarza. Więc tego ten muszę lecieć.  A sory. Marc jestem.-wyciągnął rękę do mojego przyjaciela.
-Kuba.
-No to ten narazie.-pożegnał się i poszedł.
-Skąd ty znasz Bartre?-spytał
-A no wiesz. Odebrał mnie i Monie z lotniska.  W wielkim skrócie przez dwa miesiące będziemy współpracować z Fc. Barceloną. -wyszczerzyłam się jak głupi do sera.
-A no to grono raperów w Polsce ci nie starczyło to w hipszpanii wybrałaś grono piłkarzy?-zaśmiał się
-A wierz że tak? Dobra mniejsza z tym. A kiedy wracasz do Polski?
-Jutro.-uśmiech znikł mu z twarzy a mi jednak wrecz przeciwnie. 
-Pamietasz jak za szczylów spaliśmy razem?
-No pewnie. Karolcia się rozpychała zawsze.
-No to teraz masz okazje ostatnia noc będzie nasza.-zaśmiałam się.
-Ale tylko my czy Monia też? -
-Też.
-No to szykuje się orgia.-zaśmiałiśmy się i weszliśmy do mojego pokoju.
-Monia Kuba śpi dziś z nami!-krzyknęłam a z łazienki wyleciała moja siostra i wskoczyła na naszego przyjaciela.
-yeeei jak fajnie!! - krzyknęła
-No to co idziemy spać?-spytałam kiedy skończył się horror który oglądaliśmy.
-No pewnie. -powiedzieli razem.
Po 15 minutach ja i Monia byłyśmy wtulone w naszego przyjaciela
-Dobranoc laski.
-Dobranoc przystojny przystojniaku. -powiedziałam i po niedługim czasie zasnęłam. Śnił mi sie Adrian że przyjechał do Hiszpanii. Taa te moje poronione sny. Tak samo ten że byłam z Neymarem i miałam dzieci kilka lat temu haha

_________________________

Nom to jest kolejny ;) zycze miłego czytania ;)

Kiski lofki :* ;* ♥♥

czwartek, 4 września 2014

Rozdział 28

Stawiłam się na lotnisku. Z tą dziennikarką miałam się spotkać w samolocie. Poszłam ba odprawę.  Cały czas myślałam o Sitku. Nawet miałam wytatuowane na nadgarstku Sitek. Jest dla mnie zbyt ważny żeby urwać z nim ot tak kontakt. Dzwonił do mnie ale nie odbierałam. Ostatni raz dzwonił dziś rano. Jestem jeszcze na niego zła. Całą noc nie zmróżyłam oka. Nie wiem co mam myśleć.  W słuchawkach leciały piosenki Adriana. Poszłam na odprawę. Nie wiem. Po tym starzu może wrócę ale nie jestem pewna. Nie mam nawet do kogo wracać.  Może odnajdę Karolinę. Nie wiem co mam myśleć. Wsiadłam do samolotu i zajęłam swoje miejsce. Po chwili usiadła koło mnie znajoma mi blondynka.
-Karolina!-krzyknęłam i przytuliłam się do siostry.
-Aga!-odwzajemniła gest.-Boże jak ja tęskniłam. Opowiadaj co sie działo.
-No. To teraz nazywam się Anna Sitkowska.
-Noo Sitkowska ale pewnie w przyszłości Kryńska.-puściła mi oczko ale widząc mój smutek spoważniała.-Coś się stało z Adrianem?
-Zerwał ze mną. -powiedziałam
-Co? Ale jak? Dlaczego?-opowiedzialam jej cały wczorajszy dzień. Zaniemówiła a my byliśmy już w drodze do Hiszpanii.
-Dobra a teraz mów co u ciebie.-otarłam policzki na których były lekko zaschnięte łzy.
-No więc nazywam się teraz Monika Paczułkowska teraz lece do Hiszpanii  żeby opisać miesiąc jakiejś drużyny piłkarskiej no i miała ze mną lecieć jakaś fotografka i chyba jej nie ma. A ty czemu do Hiszpanii lecisz?
-No bo ja jestem tą fotografką.-zaśmiałam się i całą drogę przegadałyśmy. Kiedy wysiadłyśmy z samolotu czekaliśmy na kogoś kto nas odbierze. Po jakiś 15 minutach podszedł do nas BARDZO przystojny chłopak.  Może miał coś koło dwudziestki.
-Przepraszam czy pani Monikia i Anjia?-spytał po polsku.
-Tak.-powiedziałam po Hiszpańsku bo widziałam jak się męczy z naszym ojczystym językiem. 
-Oo to panie mówią po Hiszpańsku?
-Tak owszem.
-Jestem Marc. Miałem odebrać panie z lotniska i zawieźć do naszego trenera. Menager nie ma czasu ale Luis wie wszystko co i jak i ratują mnie panie od treningu.-uśmiechnął się pokazując swoje śliczne białe ząbki.
-Jakie panie. Nie postarzaj nas.-powiedziałam przez śmiech.  Marc pomógł nam z walizkami i ruszyliśmy w stronę jego tak sądzę białego terenowego auta. Zapakowaliśmy bagaże i ruszyliśmy w nieznanym nam kierunku.
-A gdzie teraz tak właściwie jedziemy?-spytała Kara.
-Jak to gdzie? Na Camp Nou.
-Co to jest? -spytała
-No właśnie. -przytaknęłam.
-Nie no nie mówcie że nie wiecie co to Camp Nou.
-No gdybyśmy wiedziały to byśmy nie pytały. -zaśmiałam się.
-A więc Camp Nou to dom Fc. Barcelony. Nasz kochany stadion.
-Ejejejej. Fc. Barcelony? Tu gra Neymar nie?
-A no tak. Zapalona fanka?
-Nie. Tylko tak się pytam. Skołuje sobie autograf Ronaldo.
-To będzie trudne.
-Czemu? Przecież będę z wami całe 2 miesiące jakaś przerwa bedzie czy coś.
-No będzie będzie tylko Ronaldo gra w Realu Madryt a nie Fc. Barcelonie.
Nawet się nie spostrzegłyśmy a byłyśmy pod stadionem. Nawet ładny.
-Monia chodź. Szturchnęłam lekko siostrę bo Zaniemogła jak zobaczyła stadion. Boże z kim ja żyje.
Poszliśmy przez jakieś korytarze i w końcu dotarliśmy na murawę. Tam grupka spoconych piłkarzy kopała sie po tyłkach i ganiała po boisku. Dzieci. Po prostu dzieci.
-Witajcie w naszym domu.-powiedział Marc. Nawet fajny jest. Ale Adrian fajniejszy. DOŚĆ! Aga. Przestań o nim myśleć.  No ok. Czy ja gadam sama ze sobą? Ale tylko w myślach? Taką mam nadzieje. A może nieświadomie mówię to na głos.  Aga spokojnie.  Wdech wydech.
-Ann wszystko okej?-spytała rozbawiona Karolina.
-Tak a co ma być?
-gdybyś widziała swoją minę byś padła śmiechem. -powiedział jakiś piłkarz.
-Taa. To nie ja ganiam piłkę po boisku od bramki do bramki. Syzyfowa praca co nie? -zaśmiałam się i poszłam za Moniką do trenera kończąc z nieznanym mi piłkarzem krótką ale fajną wymianą zdań.
-Alexis jestem!- krzyknął
-Ann!-krzyknęłam nawet się nie odwracając. Po spotkaniu z trenerem. Poszłyśmy się lepiej poznać z piłkarzami jak nam kazał Luis. Bardzo fajny facet. Noo siedzieliśmy w kółku i zapamiętałam tylko kilku piłkarzy takich jak Alexis od fajnej rozmowy Cesc od Gerarda a ten od Shakiry Neymara co cały czas grzebał w telefonie.  Ach co za kultura. No i Marca. Ale tego to już wcześniej poznałam. 
-Ej a co tu pisze? -spytał Fabregas.-Sii co? -pokazał na mój nadgarstek.
-Sitek.-powiedziałam spuszczając wzrok.
-A co to znaczy?-nic nie odpowiedziałam tylko prawie zaczęłam płakać gdyby nie Marc.
-Fabregas znajdź sobie inne zajęcie okej? Dziewczyny pewnie zmęczone podróżą więc zawioze je do hotelu i jutro sie jeszcze bardziej poznamy.-Hiszpan pomógł nam wstać z trawy i poszliśmy do samochodu.
-Sorka za niego. Lubi wtrącać nos w nie swoje sprawy.
-Skad wiedziałeś że to jest nietykalna dla niej sprawa. Słuchałam co mówią bo nie byłam w stanie sie odezwać nawet słowem. 
-widziałem po jej oczach. Ann wszystko okej?
-Tak.-powiedziałam i przymknęłam oczy. Zasnęłam.

__________________________

Noom i jest kolejny ;) przepraszam ze tak długo czekaliscie ale przez SZKOŁĘ nie mam zbytnio czasu.
Teraz coś nabazgralam bo chora jestem wiec musicie mi wybaczyc ze krotki do tego beznadziejny :/
Ale jak zwykle tradycyjnie..

Kiski lofki :* :* <3 <3

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 27

-Więc kiedy jest wyjazd?-spytałam
-Jutro z samego rana. Bilet zakwaterowanie i ogólnie wszystko ma pani zagwarantowane.
-A wyjazd ile będzie trwał?-co raz bardziej siet bałam co powiem Adrianowi.
-Dwa miesiące. 
-Dobrze. To wszystko?
-Tak. I ma pani wolne do końca dnia. Jutro pozna pani swoją partnerkę. 
-Dobrze. Dziękuję i do widzenia.
Wyszłam z firmy i spacerowałam po okolicy. W słuchawkach leciała piosenka Adriana "Poznaj moją pannę" stworzył ją kiedy po raz pierwszy zostałam jego dziewczyną.  Ta piosenka jest dla mnie wyjątkowa. "Za to ty mnie znasz na wylot". Tak z tymi słowami  się zgodzę.  Znam go lepiej niż jego mama. Pamietam jak miałam 12 lat on przyszedł do mnie załamany bo zerwała z nim jakaś dziewczyna.

-Adi co się stało?-spytałam kiedy zobaczyłam w jakim stanie jest moj przyjaciel.
-Milena ze mną zerwała. -mówiąc to poleciały mu łzy
-Ej nie płacz. Nie lubie jak ktoś płacze a tym bardziej chłopak. -Powiedziałam i go przytuliłam.
-Ona mnie już nie kocha.
-Ejj ale ja cie kocham i zawsze będę. -powiedziałam całując go w policzek.
-Jesteś taką małolatą a umiesz mi poprawić humor.  

Pamiętam też moje 16 urodziny.

Mam nadzieję że te urodziny będą udane. Adrian w końcu bedzie na moich urodzinach od 3 lat. Tak to koncerty i koncerty.
-Aguś. Pójdziemy na spacer?-spytał patrząc mi w oczy. Poszłam z nim na spacer i doszliśmy na stare blokowiska. Wtedy dał mi kartkę. 

Spójrz, lecą sekundy minuty godziny nie mam sił
wszystko się dłuży mi tu dziś odbijmy parę cyfr
ciągłe pokusy, te suki pokroju Jenny Wild
nie jestem głupi by łudzić się że znajdę tu queen
moge ostudzic te sztuki ale to nie ten klimat
wiec biorę pisak i piszę byś mogła tu oddychać
wiesz że Cie kocham na Boga, masz w sobie tyle bogactw
kiedy Cię spotkam na blokach od nowa chcę Cię poznać
nigdy nie musiałem Ci tłumaczyć jak się czuję w sytuacji danej
szykuj tu uwagę na pamięć tych moich wrażeń
raczej nie potrafię Cię dotknąć ale potrafię poczuć
za to Ty znasz mnie na wylot badasz każdy mój odruch
i każdy mój punchline to każdy Twój oddech, nie martw się nimi
nawet kiedy zawracają w głowie nie mam drgawek przy nich
wiec kiedy mówią że mnie mają - olej, to ściema
mogę wchodzić w te panienki, ale z Tobą się zlewam,śpiewaj !

i to nie jest "Mogliśmy" Verby
możemy rzeźbić dźwięki
razem na stałe cokolwiek stanie się chcę spędzić
z Tobą to życie, czemu miałbym niby kogoś w to mieszać
skoro nikt nawet nie ma tu pojęcia o dźwiękach
więc podrywałaś mnie gdy tylko miałaś okazję
a moja matka usypiała mnie Tiną Turner
wyraźnie tylko Ty dzialalas na mnie
z czasem to odgadłem, kim bym był bez Ciebie chyba tylko zwykłym błaznem
ludzie źle się prowadzą, malo kto potrafi dobrze
poprowadzę Cię na szczyty, byś szczytowała ciągle
nie potrafię już ukrywać emocji, wylewam je tutaj
jak spadałbym na ziemię ze świadomością stu grzechów, ej
nie możesz mówić do mnie, spoko mozesz nucić do mnie
one niech nie mowia nawet bo maja z tym problem
wiec gdy pytają jaka jest różnica, Ciebie stale podgłaśniam
je staram sie uciszać

-Co to?
-No ten. Moje uczucia do ciebie. Wiesz że wole przelewać takie rzeczy na papier.
-Czyli że mnie kochasz?
-Noo tak. A ty mnie? Jeśli nie to spoko dam radę.
-Kocham cię mój sitku--pocałowałam go i jako para wróciliśmy do domu

*****

Nie spostrzegłam się kiedy byłam koło domu. Adriana jeszcze nie było.  Otworzyłam drzwi i poszłam do sypialni się pakować. Na dnie szafy znalazłam tekst poznaj moją pannę. Ten co wtedy cztery lata temu mi dał.  Nie. Jeśli do jutra go nie będzie nigdzie nie jadę. Znam go 20 lat i nie mam zamiaru zostawić go bez pożegnania.  Napisałam do niego sms.
Kiedy będziesz?
Odpisał po pięciu minutach.
Za 20 minut. Musimy pogadać...
Ok też ci musze cos powiedzieć.
Ok.
Ciekawe o czym chce pogadać. Poszłam do kuchni w celu zrobienia kawy. Ejj. Jest 14. Jeszcze odwiedzę Wrocław.  Rodziców na pewno nie. Nie wiem czy tacie czasami coś nie odwali i nie zamknie mnie w piwnicy czy coś takiego. Usiadłam w salonie otwierając laptopa. Włączyłam sobie jakiś odcinek follow the rabbit*. Akurat trafiłam na odcinek przy którym śmiałam się do łez.  Usłyszałam zamykanie drzwi. Wrócił Adrian. Wyszłam z salonu a on poważna mina i patrzy mi prosto w oczy.
-To o czym chcesz pogadać. 
-Chodź do salonu.-złapał mnie za dłoń i zaprowadził w wyznaczone miejsce. -No to mów.
-Aga z nami koniec. -przez chwile myślałam że się przeslyszałam.
-Cco? Dlaczego?
-Po prostu to nie jest to co kiedyś.  Nie możesz jeździć ze mną na koncerty przez studia i pracę.  Mnie co rusz nie ma w domu i nie czuje żebym był w związku.  Kocham cię i nie chcę Cię ranić. Na przykład jak się prześpie z jakąś laską po koncercie. Obiecaj mi tylko jedno. Nie urwiemy kontaktu dobrze?-cały czas trzymał mnie za rękę.  Otrzasnęłam się i wyrwałam moją dłoń z jego.
-Dobrze że wyjeżdżam. -powiedziałam przez płacz.  Zranił mnie i to cholernie.
-Co? Gdzie wyjeżdżasz?
-Do Hiszpanii.  Miałam ci o tym powiedzieć. Chciałam żebyś obiecał mi że mój wyjazd nie zaszkodzi naszemu związkowi.  Ale ty wszystko zniszczyłeś. -powiedziałam patrząc zapłakanymi oczami prosto w jego.-Adrian Kryński dla mnie nie istnieje. Istnieje tylko Sitek. Dobry raper którego nigdy osobiście nie poznałam.
Poszłam na górę wzięłam moją walizkę i zeszłam na dół. Nie odzywając się ani jednym słowem wyszłam z domu. Wsiadłam do mojego samochodu wcześniej pakując walizkę pojechałam do Wrocławia.  Po dwóch godzinach byłam na miejscu. Poszłam na stare blokowiska i na jednym z nich było napisane Sitek~Aguś♥♥ w wielkim sercu. Pisał to Buszu. Nasz najlepszy kumpel. Teraz jest na odwyku dla narkomanów.  Chciałam to jakoś zamazać ale nie miałam żadnego spreya. Widziałam jak grupa dzieciaków coś maluje po jednej ścianie.  Podeszłam do nich.
-Pani nie krzyczy ani nic nikomu nie mówi.-powiedziała jakaś przerażona dziewczynka.
-Nic nie powiem. Też byłam taka w waszym wieku. Jak masz na imię?
-Luiza a pani?
-Nie żadna pani tylko Ag.. Ania. Macie może czarny sprey?
Dziewczynka podała mi spray a ja poszłam zamalować to gówno.
-Czemu to zamalowywujesz?
-Bo to jest nie prawda.
-A ta Aga ma szczęście że jest z Sitkiem. Kiedyś go widziałam tutaj ale teraz już nie.
-Sitek to dobry raper. A ta Aga miała szczęście bo już nie jest z nim. 
-Skąd wiesz?
-Bo to ja jestem tą Agą.
-Ale masz na imię Ania.
-Aga to była moja ksywa.-kiedy napis doszczetnie zamalowałam oddałam dziewczynce.-Ja muszę lecieć.  -powiedziałam i poszłam do samochodu. Tam jest za dużo miejsc związanych z nim. Wróciłam do Warszawy i zatrzymałam się w hotelu.

*Adrian*
Zraniłem ją.  Kurwa. Moja wina że od dawna nam się nie układało? Może wszystko by się inaczej potoczyło gdyby Aga nie poszła na studia i do pracy i mogłaby jeździć ze mną na koncerty.  Zrobiłem najgorszą rzecz zrywając z nią.  W tym popierdolonym domu bez niej jest pusto. Kto teraz położy głowę na moje kolana i spyta jak było na koncercie. Komu skradnę szybkiego buziaka. Kurwa.  Najpierw robie potem myślę.  Kiedy opróżniłem drugą butelkę starogardzkiej zasnąłem na kanapie.

__________________________

*Follow The Rabbit- jeśli ktoś lubi Donguralesko polecam obejrzeć jakiś odcinek pełno śmiechu i BANG BANG :)

Co do rozdziału mam nadzieję że się podoba ;) ;)
Kiski lofki :* :* ♥♥

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 26

Od tygodnia nie widziałam się z Adrianem. Nie chcę mu na razie mówić. On dzwoni ja nie odbieram. Boje się jak zareaguje na to że będziemy widywać się tylko w weekendy. Fotografia to moje całe życie ale Adriana też kocham znamy się od małego szczyla. Rozstaliśmy się już kilka  razy ale za każdym razem kiedy wracaliśmy do siebie nasza miłość rosła. Chociaż? Nie rozmawiamy ze sobą już jak kiedyś. Kiedyś nasze rozmowy dotyczyły wszystkiego. Od tego co jest na obiad do naprawy samochodu. Teraz? Na prawdę chyba coś nam uciekło i coś tak czuję że mój wyjazd do Warszawy może całkiem rozbić nasze relacje. Moją cisze przerwało pukanie do drzwi. Byłam pewna że to moja siostra Karolina.
-Właź.-powiedziałam i walnęłam twarzą o poduszkę i wypuściłam w nią powietrze.
-Czemu się nie odzywałaś przez tydzień?-usłyszałam głos Adriana. Odwróciłam się do niego a on jak nigdy uśmiechnięty. Stracić z oczu ten widok? Nie chce w to wierzyć. Momentalnie moje oczy się zaszkliły i wtuliłam się w niego. Kiedy on odwzajemnił gest zaczęłam płakać.-Cii mała. Co się stało?-nie no. Muszę mu powiedzieć.
-Adrian. Ja,ja.. Ja wyjeżdżam.-powiedziałam i znowu się w niego wtuliłam.
-Kiedy i gdzie?-spytał gładząc spokojnie moje plecy.
-Na początku września do Warszawy.
-Jeezzuu i tak sie tym przejmujesz? Ja tam co rusz mam koncerty więc będziemy się widywać.-powiedział i pocałował mnie w głowę. 
-Adrian wiesz że Cię Kocham?-uśmiechnęłam się do niego.
-Wiem Aguś. Ja cię też kocham.-pocałował mnie czule. Po chwili pocałunki przechodziły w coraz to namiętniejsze. Zaczęliśmy się rozbierać i doszło do stosunku. 
-Jesteś świetna w te klocki kotuś.-powiedział łapiąc równy oddech. 
-Ty też niczego sobie.-pocałowałam go i wtuliłam się w jego klate. 
Po godzinie ubrani zeszliśmy na dół bo mama zrobiła obiad. 
-Blee znowu ogórkowa?-spytałam z zniesmaczeniem.  
-Jak znowu córciu? Ostatnio była tydzień temu.
-No to to ostatnio jest. 
-I jak tu ci dogodzić.-mama się zaśmiała i podała posiłek. Po chwili do domu wszedł tata. Znając jego dystans do Adriana odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość. Czyli pół metra. 
-Dzień dobry panie Piotrze.-powiedział Adrian na chwilę wstając podając rękę mojemu tacie którą on złapał i lekko potrząsnął.
-Dzień dobry Adrian.-O. Powiedział Adrian czyli dziś ma dobry humor. Podeszłam do taty i dałam mu buziaka w policzek nie widziałam go miesiąc bo był na delegacji. Podobnie zrobiła Karolina i mama. 
-Agniesia ma dla ciebie wspaniałe wieści.-powiedziała mama. Fuck no. 
-Dostałaś się na studia bankowe.
-Tak i nie.-powiedziałam mieszając łyżką w zupie.
-Co to znaczy?-spytał siadając do stołu. 
-Tak dostałam się na studia a nie to znaczy że nie na bankowe na które w ogóle nie składałam papierów a dostałam się na fotograficzne.-nie spojrzałam nawet przez chwile na tatę. 
-Agnieszko tyle razy ci mówiłem. Miałaś iść na studia bankowe a nie na fotograficzne. To ci nie zapewni żadnej przyszłości finansowej. 
-Ale to nie problem. Ja na rapie dużo zarabiam i Agnieszka nie będzie musiała pracować.-wtrącił się Adrian w złą godzinę.
-Wiesz co sądzę na temat tego całego rapowania czy jak to tam nazywacie. Agnieszko. Masz rzucić studia fotograficzne i iść na bankowość. Masz przejąć rodzinny interes razem z Karoliną. 
-O nie. Tego na pewno nie zrobię.-wstałam od stołu i poszłam na górę. Po chwili ktoś wszedł do mojego pokoju. 
-Aguś nie denerwuj się.-powiedziała Karolina. Usiadła koło mnie na łóżku. 
-Jak mam się nie denerwować. 
-Posłuchaj. Tata zawsze uważał że ty przejmiesz rodzinny interes bo masz niezwykły umysł. Powiedz kto potrafi skończyć czteroletnie technikum w dwa lata z najlepszym wynikiem matur? Tylko ty. Ja zobacz. Napisałam matury które ledwo zdałam. Tata chyba komuś innemu przepisze firmę bo ja zamierzam iść na studia dziennikarskie.-zaśmiała się.
-Co? Tata nas pozabija. 
-Dlatego mam pewien plan.-uśmiechnęła się chytrze.
-Jaki?-spytałam.
-Czekaj.-napisała do kogoś sms'a po chwili do pokoju wparował przestraszony Adrian.
-Jezu a ty mnie straszysz ze zemdlała.-usiadł na podłogę oparty o ścianę.
-Jo dobra. Teraz jest sprawa. Aga mogłaby u ciebie zamieszkać? 
-Co?-spytałam równocześnie z Adrianem.
-Pewnie-dodał po chwili.-Ale wątpię żeby wasi rodzice się zgodzili.-Karola spojrzała na mnie jednoznacznie.
-W nocy weźmiemy moje rzeczy.-powiedziałam.
-Okej ale dalej nie kumam.
-Jezuuuuu. Ona ucieka z domu.-dokończyła Karolina 
-Co ale dlaczego?
-Bo tata nas zabije albo zamknie w domu jak się dowie że żadna z nas nie przejmie rodzinnego biznesu. 
-Co ty też nie? 
-Nie. Ja idę na dziennikarstwo.
-O to może będziesz ze mną przeprowadzać wywiady.-zaśmiał się. 
-Tylko jest jedno ale.-powiedziała i spojrzała na mnie.
-Jakie?
-Będziemy musieli zmienić imiona i nazwiska i my też nie będziemy mogły się widywać. 
Kurwa. Zamknęłam się i nic do końca tego dnia nie powiedziałam ale wyprowadziłam się z domu. Znaczy uciekłam. 

Dwa lata później. 

No co się działo przez te dwa lata. Było pół roku latania za nowymi dokumentami. Teraz nazywam się Anna Sitkowska. Nie Agnieszka Ostolska. Haha nazwisko nie przez przypadek wybrane. Mieszkam z Adrianem od dwóch lat układa nam się w miarę. On ma często koncerty. Często się nie widzimy. Z Karoliną jeszcze się nie widziałam w ogóle nie wiem jak się teraz nazywa. Ludzie często myśleli że jestem tą jedną z zaginionych sióstr Ostolskich ale kiedy pokazałam mój dowód przepraszali za pomyłkę. Hahah. Teraz właśnie idę do mojego szefa u którego mam praktyki. Pukam do drzwi. Słyszę proszę więc weszłam. 
-Chciał pan mnie widzieć?-spytałam. Kurwa. To oczywiste było że o mnie mu chodziło. 
-Pani Anno. Mam dla pani wielkie zadanie. Proszę usiąść.
-Więc słucham.-powiedziałam z uśmiechem kiedy usiadłam. 
-Ma pani wielki talent do fotografii a z pewnej firmy dziennikarskiej potrzebują fotografa dla dziennikarki na wyjazd. Poprosili o najlepszego fotografa więc pomyślałem o pani. 
-Emm przepraszam na wyjazd? Ale gdzie?
-Do Hiszpanii. Dziennikarka będzie pisać reportaż o klubie piłkarskim dokładniej o piłkarzach jak się zachowują podczas wyjazdów.-no super. Teraz to raczej mój związek jest bliski końca.-Zgadza się pani?
-Tak zgadzam się.-powiedziałam z lekkim zawachaniem. Adrian przepraszam ale to moja jedyna szansa..


__________________________________________________________________________
No to jak się podoba? Mam nadzieję że nie zlamiłam go całkiem. 
Za pięć dni szkoła. :( Cieszę się też trochę bo będę chodzić do szkoły z moją przyjaciółką. xD 

czytasz=komentuj = motywuj mnie :D 

kiski lofki :* :* <3 <3 

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 25

Dzieki moim zeznaniom i zeznaniom Bruny Ronaldo i Casillas siedzą za kratami i nie ma możliwości wpłacenia kaucji. I dobrze tak tym frajerom. Casillas tak mocno chciał żeby królewscy byli góra że jak się okazało królewskimi została Barca.
-Mam nadzieję że teraz wszystko się nam ułoży bez żadnych przeszkód. 


Cztery lata później. 
-Mamoo!!!!-Krzyknęła Maja
-Coo?!-krzyknęłam również ponieważ czteroletnia dziewczynka była na górze. 
-Davi mi zabrał minionka od wójka Fabregasa!!!-po chwili mała zbiegła z góry trzymając w ręku tableta.
-Tatuś?-odezwała się do mojego męża.  Wspominałam że Neymar jest moim mężem? Nie chwaląc się od trzech lat.
-Co jest słodziaku?
-Nie będziesz krzyczał?
-Co się stało?
-Ale nie będziesz krzyczeć?-spytała chowając tablet za plecki.
-A co się stało?
-A nie będziesz krzyczeć!?-krzyknęła piskliwym głosem. 
-Nie nie będę!-też krzyknął ale ze śmiechem.
-Ale krzyczysz. To jak?-spytała już normalnie. Ja całą sytuację nagrywam telefonem.
-Dobrze nie będę. 
-Chciałam rzucić nim w Daviego ale trafiłam w ścianę.-zaśmiała się i dała Neymarowi rozwalonego tableta. Po chwili uciekła na górę i zamknęła a raczej trzasnęła drzwiami od swojego pokoju.
-Nie no 6 tablet w tym tygodniu.
-Oj nie przejmuj się to tylko czterolatka.
-Ale dziś jest wtorek. Ona nas wykończy finansowo.-zaśmiał się i opadł na kanapę. 
-Oj Santos jesteś piłkarzem Barcelony od 5 lat i nie powinieneś narzekać na brak pieniędzy. 
-Oj Santos też nie powinnaś bo jesteś żoną tego piłkarza co ma kupe kasy.
-Taa. Wiesz? Trzeba będzie kupić nowy dom.-powiedziałam łapiąc się za bardzo lekko zaokrąglony brzuch.
-Co ty znowu wymyśliłaś? Tu jest cudnie. 
-Cudnie ale za mały jak na piątkę Santosów.
-Jak na piątkę? Nas jest czwórka? Nie wiem jak ty zdałaś szkołę. 
-A ja nie wiem jak ty zdałeś biologię skoro powinieneś wiedzieć że ludzie się rozmnażają. -powiedziałam i położyłam jego rękę na mój brzuch.
-Ty jesteś w ciąży?!-wręcz krzyknął. 
-Noo trzeci miesiąc. 
-Płeć?
-O nie. Nie chcę jej znać. Dowiemy się przy porodzie.
-Noo okej.
-A w ogóle.  Dziś miał przyjść Fabregas co nie?
-No miał ale Carlotta przyjechała i chce z nią spędzić czas.
-A to spoko.
-Po chwili z góry zbiegły dzieciaki.
-mamo on mi nie chce oddać minionka.
-Bo on kocha mojego stitcha!
-Wcale że nie.  On kocha mnie.  A dobra i tak go oddasz.
-Wiem to po co krzyczysz.
-A co do krzyczenia. Tatusiu mamusiu nie będziecie krzyczeli?
-Ej swój tablet rozwaliłaś. Kogo teraz?  Mój Mamy czy Daviego?
-Niee. Postanowiłam wejść na kolejny etap w swoim życiu.-powiedziała poważnie?- spojrzałam na nią miną typu Are you fucking kidding me? Ale po chwili skumałan o co jej konkretnie chodzi ale ciekawe co mała spryciula jeszcze powie.
-No słuchamy.-powiedziałam
-Więc dużo nauczyłam się grając w Pou więc jestem gotowa na własnego swojego pieska.
-Nie ma...-nie dokończył gadać Ney a ja dokończyłam.
-Zgoda. Ale jak się zsiusia lub zrobi kupkę w domu sprzątasz po nim.
-Jej!!-krzyknęła i mnie przytuliła po czym pocałowała w policzek. To samo zrobiła Neymarowi. Dzieciaki poszły się dalej bawić na górę.
-Serio wierzysz że ona się zajmie tym psem?
-Nie ale będę miała z kim siedzieć w domu jak Maja będzie w przedszkolu Davi w szkole a ty na treningu.
-Ale nie raz Bruna przychodzi.  Albo Anto czy Shaki? O albo Daniela.-Wspominałam o Danieli? To narzeczona Fabsia. Urocza z nich para jeszcze jak spacerują z małą Lią. Ich córeczka. Wstałam i nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno. 


-Inez! Inez!-zawołała mnie moja siostra. 
-Czego do cholery?!-krzyknęłam i narzuciłam na siebie kołdrę. 
-Powiedz mi jak można spać całą noc i pół dnia w takim pięknym kraju jak Polska.
-Bo śniłam o piękniejszym kraju takim jak Hiszpania i byłam żoną Neymara i miałam z nim dziecko i drugie w drodze. 
-Bajki Bajkami masz 18 lat za dwa dni a takie bzdety wymyślasz.
-Czekaj.-opowiedziałam jej cały sen
-Te jak by prawdziwe. Hah tylko masz tate masz mamę i nie mieszkaliśmy nigdy w żadnej argentynie. Po za tym Adrian przyszedł.
-Hej śpiochu.-powiedział całując mnie w policzek. 
-Wyjdź. Jestem nieogarnięta.-powiedziałam do mojego chłopaka.
-Dla mnie jesteś zawsze idealna. 
-Ejj. Jak jesteś raperem to ty przekaz kieruj godnie z prawdą. Ja idę się ubrać a ty 71 zrób salut i zawieź się pomału do kuchni. Zaśmiałam się i weszłam do łazienki z ubraniami na dzisiejszy dzień. Ten sen na prawdę wydawał mi się realistyczny. Jo ja nigdy nie spotkam Neymara a śnie o nim że mam z nim dzieci. Haha nie no dobre. Ja mam tu chłopaka i też  nie byle jakiego bo Sitek to mój chłopak. Hhah jaram się. Zeszłam na dół  na śniadanie.  Niee. Sorry na obiad.  Potem poszliśmy z Adrianem na spacer.  
-Skarbiee ty teraz będziesz nagrywał kawałek z Guralem co nie?-wyszczerzyłam się do niego. 
-A nooo. Nie. Nie poznam cię z Guralem.. Pamiętasz co było z Tede?-spytał a ja pokiwałam głową na nie udawając że nie pamiętam.-O mój Boże Tede ożeń się ze mną. Podpisz mi płyty wszystkie!!-krzyczał piskliwym głosem a przechodnie się na niego patrzyli jak na ufo.
-Chłopaku ja cie nie znam.-Zaśmiałam się a on mnie przytulił i pocałował mnie w głowę.  
-Kocham cię.-powiedział zatrzymując się i patrząc mi w oczy. 
-Też cię kocham. -powiedziałam i zatopiliśmy się w czułym pocałunku.  

Kilka dni później. 

-Aguś list do ciebie przyszedł!-mama krzyknęła z kuchni.  Już po chwili byłam na dole prawie zabijając się na schodach.  Otworzyłam list i miałam gdzieś co pisze dalej kiedy przeczytałam pierwsze zdanie.  
-Szanowna pani Agnieszko. Gratulujemy przyjęcia na pierwszy rok studiów Fotograficznych w Warszawie. 
-Dostałam sie!-krzyknęłam i przytuliłam się do mamy. 
-A co z Adrianem?-spytała kiedy się od niej odkleiłam. 
Kurde od razu mi uśmiech zszedł z twarzy. Tydzień po naszym szóstym powrocie do siebie mam mu oznajmić że wyjeżdżam z Wrocławia do Warszawy. 
Nie chcę się znowu z nim rozstawać ale te studia to moja jedyna szansa. 



________________________________________

I jak się podoba? 
Cos musiałam naskrobac bo wczoraj mialam dodac ale miałam urodziny i nie mialam zbytnio czasu a dziś ma siostra ale znalazłam trochę czasu zeby napisać ;) 
mam nadzieję ze zaskoczyłam obrotem spraw ;) 

kiski lofki :* :* ♡♡