piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 17

-To. To dziecko Ikera.
-Taa? Tylko mi się wydaje że jak na drugi miesiąc to za duży masz już brzuch?-powiedział zirytowany.-Ivy czy. Czy to nasze dziecko?-nie wiedziałam co powiedzieć.  W odpowiednim momencie przyszedł mój ukochany żeluś.
-Czego ty tu jeszcze szukasz? Nie zbliżaj się do niej.-Cris złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę Ikera w którego się mocno wtuliłam. Po meczu pojechałam z Clarissą na zakupy. Kupiłam małemu pare drobiazgów.  Cały czas miałam smętną minę.
-Ivy coś się stało?-spytała kiedy piłyśmy kawę. -To dziecko. Cesc jest dzieckiem Neymara?-zszokowało mnie jej pytanie.
-Tak.-powiedziałam wpatrując się głupio w moją kawę. 
-Powiedz kogo kochasz Neymara czy Ikera.-nie wiedziałam co jej powiedzieć.  Że cały czas kocham Neya? Ikera też kocham ale tą najszczerszą najmocniejszą miłością darze Neymara mimo tego co mi zrobił.  Chcę czuć przy sobie jego ciepło zapach jego pięknych perfum. Tęsknię za nim. Za naszymi wygłupami z Davim. Z Ikerem jest całkiem inaczej. Z klubie nie ma tylu wygłupów jakie były z blaugraną. Muszę zniknąć na jakiś czas. Muszę sobie wszystko doszczętnie przeanalizować, ogarnąć wszystko.  Jak nie dam rady zacznę moje życie od nowa.-Ivy słyszysz mnie?-z zamyślenia wyciągnął mnie głos mojej przyjaciółki.
-Kocham Ikera. Neymara też ale mojego kochanego Casillasa kocham bardziej.  Przepraszam Cię ale muszę lecieć.-pożegnałam się z nią i pojechałam do domu gdzie czekał na mnie mój chłopak.

W domu

-Wróciłam!-krzyknęłam bezsensownie rzucając kluczyki od samochodu na stolik w przed pokoju.
-Możesz mi wytłumaczyć dlaczego miałaś ubraną koszulkę Barcy a nie tą pół na pół?-powiedział stając prze de mną.
-Tą koszulkę dał mi tata. To on zaraził mnie miłością do Barcelony. Numer jeden oznacza że byłam  najważniejsza dla niego. On patrzy tam na mnie z góry.  Szanował każdy klub ale jeśli na jakiś mecz założyło się inną koszulkę niż dumy katalonii uważał to za zdradę.  Kocham swojego tatę i nigdy bym nie chciała żeby pomyślał że go zdradziłam. Musisz mnie zrozumieć.  Jestem częścią Fc. Barcelony i zawsze będę nawet jeśli mój  chłopak jest kapitanem Realu Madryt.-skończyłam swój monolog.
-Bardzo Cię rozumiem.  Też bym nigdy nie chciał żeby mój tata poczuł się zdradzony przez własnego syna.-powiedział łapiąc mnie za nagdarstek gdzie miałam wytatułowany herb Barcelony z podpisem na dole ~Mes que un club~ co znaczy więcej niż klub. Pocałował mnie. Poszłam do kuchni robiąc nam kolację.  Zrobiłam ją szybciej niż sądziłam więc poszłam na górę po Ikera powiadamiając go że posiłek jest już gotowy. Akurat rozmawiał przez telefon. Rozmowa nie została prze ze mnie przerwana ponieważ usłyszałam moje imię.
-Ivy. No i co z tego że niezła dupa ale wiesz dobrze że jestem z nią tylko żeby zrobić na złość Neymarowi. Jak będzie chciała odejść to uderze ją zeby się bała i nic nie zrobi nawet nie powie nic Fabregasowi.
-.....
-Cris. Pamiętasz jaka była umowa? Niech sobie mnie zdradza ile chce ale nie mogę z nią zerwać nie może wrócić do Neymara. Teraz trzeba coś zrobić żeby Antonella nie była z  Messim. Neymar gra już gorzej przez zerwanie z Ivy a jak Messi będzie grał gorzej przez zerwanie z Antonellą królewscy będą nadal górą.  Da Silva jest takim idiotą że sam się wkopał. Messi taki głupi nie jest.
-....
-No jak to co? Pojedziesz do Barcelony i zaczniesz podbijać do Rocuzzo a potem Messiego upijemy i wsadzimy do łóżka jakiejś dziuni i postaramy się o to żeby to zobaczyła. -Nie chciałam tego dłużej słuchać rozpłakałam i poszłam do garderoby. Zaczelam pakować swoje wszystkie rzeczy. Kiedy byłam spakowana usłyszałam jak do garderoby wchodzi Iker.
-Kochanie co ty robisz? Płakałaś?-nie chce żeby mnie uderzył przez to może się coś stać mojemu dziecku. Już mam plan.
-Inez miała poważny wypadek. Jej ciąża jest zagrożona.  Muszę teraz przy niej być.  Nie zrozum mnie źle kochanie.-podeszłam do niego i niechętnie pocałowałam.
-Pozdrów ją o de mnie. Proszę cię tylko żebyś się nie denerwowała. To może zaszkodzić dziecku. Zawieźć cię na lotnisko?-kurwa taki fajny plan obmyślał a daje się nabrać na tanią bzdetę. Hah. Frajer.
-Nie kotuś. Poradzę sobie. Tylko jakbyś mógł to spakuj moje walizki do samochodu.  Będę dzwoniła codziennie. -pocałowałam go. Kolejne rzeczy działy się bardzo szybko. Zapakowanie moich walizek, pożegnanie, jazda do Barcelony.  Po kilku godzinach jazdy byłam na miejscu. Jechałam nie przepisowo więc szybko zleciało. Mam nadzieję że Antonella  już nie śpi bo była 6 rano. Po chwili drzwi otworzyła mi roztrzepana brunetka na której widok zaczęłam płakać.
-Jezus maria Ivy co ci jest.-opowiedziałam jej całą historię i plan Ikera i Cristiana.
-Ojj to by ich plan diabli wzięli bo nigdy bym nie zakochała się w Ronaldo a po drugie Leo od kiedy urodził się Thiago nie pije dużo na imprezach.-zaśmiała się próbując mnie pocieszyć co się jej udało. -A ja zawsze wiedziałam że ten Casillas jest dziwny. Powiedz mi wrócisz do Neymara?
-Nie. Jak na razie to wykluczone. Nie mam zamiaru być znów zdradzona.
-Wiesz co ci powiem? Odkąd wyjechałaś Neymar był u nas codziennie zawsze mówił że bez ciebie jego życie nie ma sensu. Żyje teraz tylko dla Daviego. Mówił że cie kocha nad życie.  Chce byś do niego wróciła. To u nas dowiedział się o twoim związku z Ikerem. Cieszył się ale tylko dlatego że ty jesteś szczęśliwa.  Najbardziej utkwiły mi w pamieci te słowa. ~Bardzo pragnę by Ivy do mnie wróciła.  Zachowałem się jak palant idąc na tą imprezę w czasie gdzie ona cierpiała. Powinienem ją wspierać być przy niej. Teraz kiedy tak myślę ja nie jestem jej wart. Ona zasługuje na kogoś lepszego. Chcę by ona była szczęśliwa.  Ja na szczęście już nie zasługuję.~-No i co ja mam zrobić? Nie wiem.
-Czy on znaczy Davi mówił coś o mnie?
-Davi? Ten to dopiero jest rozgadany na twój temat. Dziewczyno podziwiam Cię.  Rozkochałaś w sobie dwóch panów o nazwisku da Silva Santos. -po chwili usłyszeliśmy jak ktoś zbiega po schodach.
-Ivy!-krzyknął mały Brazylijczyk ściskając mnie bardzo mocno.  Popłakałam się ze szczęścia.  Bawiłam się z nim i Thiago cały dzień.  Była już jakaś 15 i do domu wparował Messi. Ale nie sam. Z Neymarem.
-Ivy?-Messi widocznie się zdziwił.-Co ty tu?-przytuliłam się do niego.
-Tata!-krzyknął mały Argentyńczyk i Brazylijczyk w tym samym czasie. Rzucili się na swoich ojców jakby nie widzieli ich przez pół roku a nie widzieli ich niecałe 3 dni. Messi cały czas wypytywał o mnie i dlaczego jestem tu a nie w Madrycie. W końcu powiedziałam im nawet Neymarowi. Przyjęli to spokojnie ale tylko dlatego że na podłodze obok nas byli chłopcy.
-Gdyby ten frajer się zbliżył do ciebie o krok za blisko zabił bym.-powiedział Messi całując Anto w policzek.
-Tatusiu a dlaczego ty nie dajesz już buziaków mamusi?-W tym momencie moje życie legło w gruzach. Davi nazwał mnie swoją mamą.  Jak ja mam ich teraz opuścić? Kurwa!!! Przyjechałam tylko na kilka dni.
-Dlaczego nazwałeś Ivy swoją mamusia?-spytała Antonella bo Neymar podobnie jak ja byliśmy w szoku.
-Bo moja prawdziwa mamusia mnie nie kocha i mnie zostawiła.  Moja nowa mamusia mnie kocha i mojego tatusia. Już nas nie zostawi.-I widzicie jak 3letnie dziecko może w jednej chwili roztrzaskać nasze serce na strzępy? Ja teraz tego doświadczyłam. 
-Davi kochanie. Ja muszę jeszcze na jakiś czas wyjechać.-powiedziałam cicho tuląc chłopca do siebie.
-Znowu? Mamusiu proszę nie rób tego.
-Davi skarbie. Mamusia musi wyjechać.  Tatuś nabroił i nie wie jak ma to naprawić. 
-A co zepsułeś?
-Miłość mamusi do mnie.
-To daj do naprawy.
-Właśnie dlatego muszę wyjechać. 
-Ale jak wrócisz? Będziesz dalej kochała znowu tatusia.
-Nie mogę ci tego obiecać. Jestem zmeczona idę się położyć. -powiedziałam
-Chodź pokaże ci twój pokój.-powiedziała Antonella.
Zadomowiłam się w pokoju i już miałam kłaść się spać kiedy do pokoju wszedł Neymar.
Możemy pogadać?-spytał.
-Możemy. -odpowiedziałam. 
-Na prawdę chcesz wyjechać?
-Muszę. Chce to wszystko przemyśleć. 
-Na ile?
-Nie wiem. Miesiąc może kilka. Może rok. Wszystko zależy od tego ile mi zajmie układanie spraw.
-Będę na ciebie czekał nawet do końca życia.-Pocałował mnie delikatnie w usta. Nie odsunęłam się.  Tak bardzo chciałam ich zakosztować po raz kolejny. Nie wiem na ile wyjadę.  Wiem tylko tyle że wrócę z powrotem z miłością do moich dwoch szajbusów. Neymara i Daviego.

Zostałam u Messiego i Antonelli przez 2 tygodnie. Cały czas był ze mną Davi. Odwiedził nas nawet Fabregas i Pique z Shakirą i Milankiem.  Słodkie dziecko. Kiedy przyszedł czas pożegnania płakałam jak dziecko. Co najdziwniejsze Fabsio i Piquś nie chcieli mnie puścić a nie Davi czy Neymar. Oni doskonale wiedzieli dlaczego wyjeżdżam. 
Wyjeżdżam do Brazylii. Tam mieszka mój najlepszy przyjaciel. Oscar. Nigdy mnie nie zawiódł.  Kocham go jak brata. Mam nadzieję że przyjmie mnie z otwartymi ramionami.
-Cesc, Gerard. Ja wrócę.  Po za tym przyjedziecie na chrzciny małego Cesca.
-O nie nie moja droga. Ty będziesz już tutaj na jego chrzciny. On urodzi się za 3 miesiące czyli za 7 będzie miał chrzciny. Ooo to na 100 procent będziesz już tutaj. 
-Zobaczymy jeszcze.-powiedziałam przytuliłam każdego z nich i poszłam na odprawę.  Po 30 minutach byłam już w samolocie wzbijającym się w górę.

_______________________
Jest taki krotki ale zależało mi żeby dodać jak najszybciej. Wynagrodze to tym sposobem ze kolejny będzie dluzszy tylko dluzej poczekacie

Podoba sie? Zostaw komentarz
Nie podoba sie? Zostaw komentarz co powinnam zmienic

Kiski lofki :* ♡♡ :*

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 16

2 miesiące później.

Co stało się przez te dwa miesiące? Neymar co chwilę wydzwaniał do mnie więc w końcu zmieniłam numer. Mój aktualny numer ma Fabregas Antonella Messi i cały Real Madryt. Wspominałam że wyjechałam do Madrytu i jestem szczęśliwa z Ikerem Casillasem. Miałam z nim stłuczkę i tak jakoś się sprawy potoczyły. Wie że pod sercem noszę syna Neymara. Akceptuje to. Tylko on zna moją przeszłość.  Jak się okazało jest dobrym kumplem Fabregasa. Raz do niego przyjechał.  Tak się dowiedział gdzie zniknęłam i dowiedział się o ciąży.  Przez przypadek powiedział to Messiemu i Antonelli. Cała trójka obiecała że nic nie powie Neymarowi. Tęsknię za nim ale nie chcę go widzieć.  Jutro jest mecz Barca przeciwko Realowi. Właśnie idę do mojego przyjaciela.  Cristiana. Nie wiem dlaczego każdy myśli że jest zadufany w sobie. To nie prawda. Troszczy się o innych. Właśnie jestem pod jego drzwiami.  Otworzył mi i promiennie się uśmiechnął. 
-Cześć Ivy.-przytulił mnie- Cześć Cesc.-powiedział do mojego brzucha który zdążył się już zaokrąglić
-Cześć żeluś.-zaśmiałam się podobnie jak Cristiano.
Weszliśmy do środka. Rozmawialiśmy o jutrzejszym meczu.
-Dokopie jutro Neymarowi.-kiedy usłyszałam jego imię przeszły mnie ciarki. Cris chyba to zauważył.- Coś powiedziałem nie tak?
-Nie wszystko w porządku. Tylko na Fabsia uważaj i Messiego. 
-Na Messiego? Dziewczyno jak go się nie będzie faulować to przegramy.
-No okej ale nie mocno dobra? 
-Okej. Idziemy na spacer? Cesc musi się przewietrzyć.-uśmiechnął się do mnie. 
Chodziliśmy do Madryckim parku i rozmawialiśmy na przeróżne tematy. W końcu odważyłam mu się powiedzieć kto jest ojcem Cesca i dlaczego z nim nie jestem.
-Co za skurwiel jebany. Jutro kurde mogę dostać czerwoną kartkę ale załatwię śmiecia.-pomyślał chwilę i się psychiczne zaśmiał.- Wiem pobawię się w Suareza. 
-Nie no jakbym słyszała Fabregasa.-zaśmiałam się z nim.-Nie musisz go uszkadzać. I tak już jest uszkodzony psychicznie. 
-No okej. A komu będziesz kibicować? 
-Bardziej wam ale Barcy też. Tam są moi przyjaciele. A tu jest mój chłopak no i ty.-przytuliłam się do niego.  Poszliśmy do domu znaczy Cristiano mnie odprowadził a tam zastałam moje kochanie.
-Kotek mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział a zza rogu wyszedł Fabregas. Rzuciłam się na niego mocno przytulając. 
-Fabsiu skarbie!-krzyknęłam mu do ucha.-Co ty tu robisz?
- Przyjechałem na jutrzejszy mecz. A i po za tym mam dla ciebie też niespodziankę. Ktoś nie mógł się ciebie doczekać a ja nie mogłem go zostawić w Barcelonie.- powiedział a zza rogu wyszedł Pique. Rzuciłam się na niego i przytuliłam go tak samo mocno jak Fabregasa. Brakowało mi tego duetu. 
-Ty jesteś w ciąży?!-krzyknął kiedy zobaczył mój brzuch. 
-Nie mówiłeś mu?-spytałam Fabregasa.
-No zakazałaś.-powiedział i spuścił wzrok. 
-A kto jest tatusiem? Iker? Nie pochwaliłeś się.-Pique uśmiechnął się do mojego chłopaka.
-Nie. To jest dziecko Neymara.-powiedziałam 
-Wie? 
-Nie i się nie dowie.
-Ale i tak się skapnie jak jutro cię zobaczy.-powiedział Iker.
-Może jest taki głupi że się nie skapnie. Był taki głupi żeby zdradzić mnie z trzema dziewczynami na raz to nie pomyśli że Cesc jest jego synem.
-Cesc? A dlaczego nie Gerard?-spytał ze smutną miną 
-A wiesz że mały będzie się nazywał Francesc Gerard Lionel Dare?
-Jeeeeejjj!!!!!-krzyknął i skoczył na swoją papużkę nierozłączkę.- A kto będzie chrzestnymi?
-Ee no Fabregas i moja siostra. 
-To ja będę świadkiem na ślubie.-powiedział dumnie Pique.
-Ja tam się zgadzam.-powiedziałam całując w policzek Ikera. 
Zrobiłam kolacje i zjedliśmy ciągle się śmiejąc i wygłupiając. Iker chyba nie był przyzwyczajony do wygłupów swojego kumpla bo dziwił się co chwilę. Już nie pamiętam kiedy ja się tak wygłupiałam. Posprzątaliśmy po kolacji i wygłupach i chłopacy zwijali się do hotelu. Pocałowałam ich w policzki i mocno przytuliłam. 
-Nigdy nie widziałem cię tak szczęśliwej.-powiedział Iker kiedy leżeliśmy w łóżku.
-To są moi przyjaciele. Traktuje ich jak starszych braci. Przy nich zapominam o problemach. Liczy się tylko nasza trójka. Łączy nas nie tylko więź którą stworzyliśmy ale także Barcelońska rodzina. Fc. Barcelona jest przy mnie od urodzenia. Mój wujek grał na pozycji napastnika.
-Jak się nazywał?
-Romario. 
-To twój wujek? Bardzo go podziwiam. 
Rozmawialiśmy potem chwilę i w końcu zasnęłam. Śniło mi się że Neymar miał poważny wypadek i potrzebował przeszczepu serca i oddałam mu swoje żeby być cały czas z nim. 


Następnego dnia obudziłam się sama. Iker był już pewnie na przedmeczowym treningu. Poszłam do toalety umyłam się umalowałam włosy związałam w wysokiego kitka. Nigdy się tak nie czesałam. Weszłam do garderoby do takiego mojego działu sportowego. Koło siebie wisiała bluzka Romario, Neymara, Messiego  Ikera i Fabregasa. Oraz jedna pół Fc. Barcelony i druga połowa była Realu Madryt z moim imieniem. Nie widziałam jej wcześniej. Iker chyba musiał ją tu powiesić żebym ubrała ją na dzisiejszy mecz. Serce i mietek podpowiadało mi co innego. Zajrzałam na dno szafy i znalazłam ją Barcelońska koszulka z moim imieniem i  z numerkiem 1. Tata mi ją kiedyś dał. Powiedział że jestem najważniejsza i zawsze mam uważać się za numer 1. Ubrałam ją do tego białe rurki i czarne Air maxy. Za nim wyszłam z domu na mecz zadzwoniłam do Antonelli.
-Hej kochana.
-Hej Nella. Co tam u ciebie?
-A wszystko dobrze. Właśnie przygotowywałam jedzenie dla siebie i dzieciaków na mecz.
-Dzieciaków?
-No bo Davi u mnie jest. Chcesz z nim porozmawiać?
-Nie. Będzie pytał czemu nie wróciłam a co mam mu powiedzieć że jego tata w którego jest zapatrzony i którego kocha nad życie zachował się jak ostatni dupek?
-No w sumie masz rację.
-Ciociu z kim rozmawiasz?-usłyszałam głos Daviego z tła.
-Z Ivy.
-Dasz mi ją?
-Nie nie nie nie nie.-powiedziałam i usłyszałam głos Daviego.
-Ivy dlaczego nie wróciłaś? Tatuś powiedział mi już dawno że twoja mamusia jest tam u góry ale nie wróciłaś. Już mnie nie kochasz?-nie wiedziałam co powiedzieć. Język utknął mi w gardle.- Ivy?
-Jestem jestem.-w końcu udało mi się wydusić.- Kocham cię ale jak na razie nie mogę wrócić. Obiecuję że niedługo cię odwiedzę ale jak na razie nie teraz.
-Obiecałaś mi na paluszek.
-I dotrzymam tej obietnicy. Możesz dać telefon cioci Nelli?
-Tak.-powiedział.
-Przepraszam musiałam. Nie potrafię kłamać jeszcze dzieciom.-rozpłakałam się.- Ej nie płacz.
-Wiesz. On myślał że złamałam obietnicę. Będę się mogła u was zatrzymać? przyjadę za miesiąc. Dobrze?
-U nas zawsze będzie miejsce dla ciebie.
-A nie będę przeszkadzać?
-Nie no coś ty. Okej. Ja muszę kończyć. Kocham cię pa.
-Pa. Też cię kocham. Rozłączyłam się. Poprawiłam makijaż, wsiadłam do samochodu i udałam się na mecz.


Na meczu.
Każdy patrzył się na mnie ze zdziwieniem No tak jestem w loży dla Vipów Realu a mam ubraną koszulkę Barcy. Do tego jestem dziewczyną Ikera Casillasa. Kapitana Realu Madryt. Zobaczyłam na boisku Neymara. Coś ukuło mnie w sercu. Tęsknisz za nim kretynko. Ej no sorry bardzo zdradził mnie z trzema dziewczynami. Ale i tak go kochasz. Pod sercem masz jego dziecko. Musi się dowiedzieć. Och zamknij się mietek. Skończyłam z nim gadać. Zauważyłam Clarissę. Żone Marcela. Rozmawiałam z nią do końca meczu.
Wynik był równy 2:2 cieszę się z tego powodu. Kiedy Iker mnie zobaczył miał wściekłą minę. Podbiegłam do niego i się przytuliłam. Odwzajemnił.
-W domu ci wytłumaczę.-powiedziałam i go pocałowałam. Zobaczyłam Fabregasa i Pique podeszłam do nich i zakryłam Cescowi oczy.
-Dziamdziamdziu mój kochany puść mi oczy bo nie widzę już wcale gdzie jest nasza ukochana Ivy.
-Ale to nie ja.-powiedział przez śmiech Gerard. Fabregas się odwrócił i zobaczył mnie.
-Ivy ty moja najsłodsza istoto.-przytulił mnie mocno.
-Ej bo zgnieciesz małego Cesca.-powiedziałam przez śmiech.
-Ivy możemy pogadać?-spytał Neymar. Tak się tego bałam.
-Nie mamy o czym.-powiedziałam oschle. Kretynka wytłumacz to z nim. Spadaj.
-A właśnie że jest.-pociągnął mnie na bok. Nie mocno ale z tego uścisku nie wyrwałabym się.
-To mów.-powiedziałam nawet na niego nie patrząc.
-Wtedy postąpiłem głupio. Na prawdę przez ten cały czas cię nie zdradzałem ani razu. Wtedy byłem bardzo pijany i nie pamiętam co robiłem. Nie wiedziałem że przyjedziesz wcześniej. Tak to bym nie poszedł na żadną imprezę. Nie zachlał się w cztery dupy. To wszystko uknuła Phoebe. Dała nam wszystkim narkotyki i wiesz co było rano. Zrobiła zdjęcia żeby rozbić nasz związek. Chciała ci je pokazać. Ja nic nie wiedziałem dopóki rano nie przyszłaś i nie obudziłaś nas. Widziałem że jesteś szczęśliwa z Ikerem i nie chcę rozbijać waszego związku ale musisz wiedzieć że będę czekał na ciebie do końca życia i jeszcze dłużej.
-Muszę pomyśleć.-powiedziałam.
-A mogę chociaż ostatni raz cię przytulić?-powiedział. Bez wahania go przytuliłam.
-No to macie wszystko wyjaśnione i poznałeś małego Cesca.-powiedział Fabregas. Nosz kurwa musiał powiedzieć.
-Jakiego małego Cesca?-powiedział zdziwiony Neymar. I co ja mu do cholery powiem.


___________________________________________________________________________
I jest kolejny pam pam pam :D
kiski lofki <3 <3 :* :*
komentarze= motywacja :D :* 

niedziela, 20 lipca 2014

Nowe opowiadanie.

Tak wiem miałam opublikować nowy adres nowego opowiadania jak udostępnie bohaterow i pierwszy rozdzial no ale macie gratis jeszcze jeden rozdział :) 
Link nowego bloga
njr12.blogspot.pl
Kisiki lofki :* ♡♡ ;*

Rozdział 15

Agrentyna Rosario.
 Szpital

Pierwsze co po przylocie pojechaliśmy do szpitala. Inez pokazała mi salę gdzie mama leżała. Strasznie bałam się tam wejść. Inez dodała mi otuchy i weszła ze mną ale widziałam w jej oczach strach. Tak samo jak 6 lat temu kiedy wchodziliśmy do sali szpitalnej gdzie leżał tata. Kiedy ujrzałam moją mamę chciało mi się płakać. Blada, wychudzona, odwrócona w stronę okna. Usłyszała jak moja siostra zamykała drzwi.
-Inez kochana znowu przefarbowałaś włosy.-powiedziała blado się uśmiechając.
-Nie mamo. To ja Ivy.-powiedziałam
-Ivy słoneczko. Jak ja cię długo nie widziałam.-powiedziała a ja podeszłam bliżej jej łóżka. Trzymała moją dłoń w swoim uścisku. Z drugiej strony trzymała rękę Inez. -Słuchajcie dziewczynki. Dużo czasu mi nie zostało.
-Nawet tak nie mów.-powiedziała Inez nie dając jej dokończyć.
-Nie oszukujmy się. Chcę wam powiedzieć, że po mojej śmierci nie macie się załamywać. Macie żyć dalej. Wiem, że ty Inez będziesz miała dziecko które nie pozna swoich dziadków. A ty Ivy wiem, że masz wspaniałego chłopaka.-chciałam się spytać skąd wie o Neyu ale dokończyła.-Widziałam was w telewizji. Stanowicie śliczną parę.-uśmiechnęła się do mnie.-Mogę poznać jego imię?
-Neymar.-powiedziałam i się uśmiechnęłam. Myśląc o nim zapominam o dotychczasowych problemach.
-Zupełnie jak ten co szalejesz za nim.-powiedziała.
-Bo to jest ten. Chciał przyjechać ale został ze swoim dzieckiem. 
-Rozmawialiśmy długo aż mama ni stąd ni zowąd dostała ataku padaczki. Spanikowane wyszłyśmy z sali szukając lekarza.  Chcieliśmy do niej wejść ale nam nie pozwolili. Po 3 godzinach lekarz wyszedł.  Kiedy nas zobaczył zrobił współczującą minę.   Już wiedzieliśmy co się stało.  Usiadłam na krześle i zaczęłam nieopamiętanie płakać. 

2 miesiące później.

W Argentynie zostałam jeszcze przez 2 miesiące. Na pogrzebie mamy był Neymar i Messi bo jak się okazało bawiliśmy się kiedy byliśmy mali. Brazylijczyk pocieszał mnie cały pogrzeb i trzy dni po tym. Dostawał tajemnicze telefony których przy mnie nie odbierał.  Przez te kilka dni strasznie dziwnie się zachowywał.  Siedziałam właśnie z Inez w salonie oglądając jakiś durny serial kiedy zrobiło mi się strasznie nie dobrze. Pobiegłam do toalety i zwymiotowałam. Jest tak już od kilku dni.
-Ivy. A może ty jesteś w ciąży? -spytała stojąca w drzwiach Inez.  Faktycznie nie przypominam sobie żebym przez ostatnie 3 miesiące miałam okres.-Masz. Został mi jeden.-powiedziała podając mi test ciążowy.  Zrobiłam test i czekałam na wynik. Najdłuższe 90 sekund w moim życiu. Chciałam by wynik był negatywny. Jestem jeszcze za młoda na dziecko. Może opiekuje się Davim kiedy Ney jest na treningach ale to nie to samo. Minutnik odliczający czas zaczął dzwonić.  Odwróciłam test i kiedy ujrzałam wynik moje serce się zatrzymało. 
-Pozytywny.-powiedziałam do mojej siostry a ona skakała z radości.
-To świetnie. Będziemy razem wychodzić ze szkrabami na spacery jak ja będę cię odwiedzać albo ty mnie.
-Wiesz ciężko będzie wytrzymać z dwójką dzieci w domu i Neymarem?- no właśnie Neymar! Muszę do niego zadzwonić i powiedzieć że wracam już jutro a nie za kilka dni jak planowałam. Chce żeby wiedział jak najszybciej. Zadzwoniłam.  Jeden sygnał nic drugi trzeci i dupa. No tak czego mogłam się spodziewać jak od kilku dni nie odbiera o de mnie telefonu.  Może Tito ich ciśnie.  Właśnie przez ten czas zdążyłam się dowiedzieć że Guardiola nie jest już trenerem Barcy.  Szkoda.
-No to idziemy. Powiedziała Inez.
-Gdzie i po co?-spytałam. 
-Do mojego ginekologa.  Sprawdzi który miesiąc. 
Kiedy szłyśmy rozmawialiśmy na różne tematy. Nawet jak będzie się nazywać moje dziecko. Jeśli dziewczynka to będzie Louise bo tak miała na imię moja przyjaciółka i moja mama a jeśli chlopiec to Francesc bo z Fabregasem dogaduje się bardzo dobrze i traktuje go jak starszego brata którego nie mam.
U lekarza dowiedziałam się fajnej rzeczy.
-Gratuluję.  3 miesiąc.- Powiedział
z uśmiechem.  Poczekaj sprawdzimy jaka płeć. 
-A to już można?-spytała Inez. Chciałam żeby weszła ze mną.
-Tak. Płeć jest już wiadoma od razu po zapłodnieniu a teraz mamy lepszy sprzęt więc płeć możemy poznać już w trzecim miesiącu.-coś tam porobił i już znał płeć.
-Gratulacje będzie miała pani synka.-uśmiechnęłam się do Inez. Potem ona sprawdziła płeć swojego dziecka bo była już w 4 miesiącu. Będzie miała również synka. Z uśmiechem na twarzy poszłyśmy na lody.
Na mieście siedziałyśmy do wieczora.  Gadaliśmy o wszystkim.  Co było jak mnie nie było.  Żałuję tylko że nie mogłam być szybciej z mamą.  Widziałam ją tylko przez kilka godzin. Zmęczona zamówiłam już w domu bilet na jutrzejszy lot do Barcelony.  Położyłam się spać i myślałam o Neymarze małym Cescu który na razie jest w moim brzuchu. Wiem już kto będzie jego chrzestnymi. Fabregas i Inez.

Następnego dnia. Wstałam wcześnie.  Miałam tylko rzeczy jeszcze z Polski i tak połowy nie wzięłam bo zostały u Neymara w walizce.
Spakowałam się i zeszłam z walizką na dół.  Inez odwiozła mnie na lotnisko.  Pozegnałyśmy się i poszłam na odprawę.  Po 20 minutach byłam w samolocie. Zasnęłam nie mal od razu. Obudziłam się kiedy mieliśmy lądować.  Złapałam taksówkę i pojechałam pod dom Neymara przy którym byłam pół godziny później.  Była godzina 9;20 więc pewnie spał. Otworzyłam drzwi. W domu panowała cisza. Najpierw weszłam do pokoju Daviego w ktorym go nie było.  Pewnie śpi z Neyem. Weszłam do jego sypialni i zatkało mnie. Zrobiłam zdjęcie żeby miał dowód że tu byłam. Nie mam siły już na nic. No kurwa. Wchodzę do sypialni mojego chłopaka a tam leży z trzema kurwami w tym jedna moja najlepsza przyjaciółka.  Sorry była najlepsza przyjaciółka.  Niee nie mogę przepuścić takiej okazji.  Zaczęłam bić brawo.  A oni się pobudzili.
-Ivy?!-krzyknął Neymar i Phoebe. 
-To to nie tak jak myślisz.-wstał z łóżka całkiem nago.
-Nie a co mam do cholery myśleć?! Nie ma mnie dwa miesiące.  Zbieram się po śmierci mamy. A ty kurwa zdradzasz mnie?! Okej rozumiem z jedną ale z trzema kurwami w tym moja była przyjaciółka!! Wymieńmy osoby które leżą w tym łóżku.  Neymar da Silva Santos Junior Phoebe Fix Bruna Marquineze i największa szmata Polski Natalia Siwiec!! Neymar to koniec. Dla mnie już nie istniejesz!-krzyknęłam patrząc mu prosto w oczy w których widziałam smutek.
Wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Poszłam do mojego domu wzięłam spakowałam wszystkie swoje rzeczy wsiadłam do mojego samochodu i pojechałam tam gdzie wszyscy będą obstawiać to miejsce na ostatnim miejscu. Przepraszam Cię Cesc. Nie poznasz tatusia. Jak na razie nie....

____________________________

I jak się podoba? Wiem taki krótki.
Neymarowa rozgryzlas mnie i myslalas ze bedzie romansik ale nie myslas ze az taki :)
Kiski lofki :* ♡

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 14

Następnego dnia zostałam obudzona przez Daviego.
-Ivy! Patrz! Tata zostawił dla ciebie koszulkę!-krzyknął machając mi bluzką przed twarzą.  Wzięłam ją w ręce i odwróciłam by widzieć tył.  NEYMAR JR. Normalny napis ale szczerzyłam się jak głupia do sera kiedy zobaczyłam napis pod 11 MY LOVE ♥
-Hej przyszła pani da Silva Santos.- powiedziała Ola uśmiechając się do mnie.
-O hej. Dobra mówię szybko zwięźle i na temat. Dajcie mi 20 minut i jestem ogarnięta.-powiedziałam wzięłam ciuchy na dzisiejszy mecz i weszłam do łazienki.  Po równo 20 minutach... no może z lekkim poślizgiem wyszłam z łazienki w którym dzieci skakały po łóżku a Ola pilnowała je by nie spadły. 
-Davi chodź ubierzemy się. -powiedziałam do chłopca a on chwilkę później był u mnie na rękach.  Po ubraniu Daviego w zestaw Fc.B mieliśmy półtora godziny do meczu. Poszliśmy spacerkiem. Ola nie musiała pokazywać biletów bo ochroniarz dobrze ją znał i przy okazji rozpoznał synka Neymara. Weszliśmy na trybuny i zajęliśmy swoje miejsca.  Po niecałych 20 minutach rozpoczął się mecz. Pierwsze 2 gole zdobyła Lechia.  Patrzyłam na Neymara który siedział na ławce rezerwowych.  Co chwilę prosił trenera o zmianę.  śmiałam się z niego.  Popatrzyłam na Cesca i Pique którzy robili dziwne miny. Jakie lamy. W końcu! Neymar wszedł na boisko. Po niecałych 4 minutach strzelił gola. Pod koniec meczu dzięki asyscie Alexisa gola strzelił Messi. Oj biedny Seba dał strzelić gola i Messiemu i Neymarowi. 10 minut później sędzia odgwizdał koniec meczu. Wszyscy piłkarze wzięli swoje dzieci na boisko by się nimi pochwalić.  Davi speszony jak nigdy. Nawet się nie dziwie.  Dzieci się przyzwyczaiły i zaczęły grać w nogę.  Potem podszedł do mnie Neymar.
-I co łamago. Strzeliłeś tylko jednego gola.- zaczęłam się śmiać. 
-może i strzeliłem tylko jednego ale był on zadedykowany dla ciebie.- Pocałował mnie czule.
-Ekhem. Ivy chyba ktoś do ciebie.-powiedział Seba.  Odwróciłam się i zobaczyłam śliczną brunetkę bardzo podobną do mnie.
-Inez!-krzyknęłam i rzuciłam się na dziewczynę. 
-Ivy jak ja się za tobą stęskniłam.
-Nawet nie wiesz jak bardzo ja.
-Ktoś mi powie o co tu chodzi?-Neymar spytał obejmując mnie.
-Inez to mój chłopak Neymar, Neymar to moja siostra Inez.
-Miło mi cię poznać. -powiedzieli w tym samym momencie.
-Jesteście niesamowicie do siebie podobne. 
-Tak chyba jest kiedy jest się bliźniaczkami.-powiedziałam równocześnie z Inez.
-W ogóle co ty tu robisz? Nie powinnaś być w Argentynie?-wtedy posmutniała. Już wiedziałam że coś się stało.-Inez? Co się stało?-spytałam powoli i spokojnie.
-Mama ona..-nie dokończyła i zaczęła płakać. Niech tylko nie mówi że nie żyje bo tego już nie wytrzymam. Przytuliłam ją mocno. 
-Inez dokończ.-powiedziałam
-Ona jest w szpitalu. Ma raka.-powiedziała.-Zostało jej kilka miesięcy.-mówiła przez łzy. One również mi dopłynęły.-Musiałam cię znaleźć. Teraz musimy być przy niej. 
-Kiedy lecimy?-spytał Neymar. 
-Ty? Ty nie lecisz. Masz syna, Barcelonę. Chłopaków. Poradzisz sobie sam przez kilka miesięcy. Ja ja teraz muszę być z mamą. 
-Klub i chłopacy zaczekają. Daviego mogę na jakiś czas zostawić u Phoebe i Louisa. 
-Nie!-krzyknęłam.-Proszę uszanuj moją decyzję.-powiedziałam
-Dobrze. Dla ciebie wszystko.-powiedział spokojnie i pocałował mnie w czoło po czym mocno do siebie przytulił.
-Inez kiedy mamy samolot?-spytałam mojej siostry. 
-Za dwie godziny.
-Ok. Idę się pożegnać z Davim. 
Poszłam do małego chłopca który grał z innymi dziećmi w nogę. 
-Davi łobuzie chodź tu na chwilkę!-chłopiec podszedł i od razu zauważył że coś jest nie tak. 
-Co się stało czemu płaczesz?
-Wiesz, że się teraz żegnamy?-powiedziałam ocierając łzy z policzków.-Muszę wyjechać na trochę. Moja mama jest chora i muszę z nią teraz być.
-Ale wrócisz?
-Tak wrócę.- mały się mocno do mnie przytulił.-Na paluszek?
-Na paluszek.-wzięłam Daviego na ręce i podeszłam do mojej siostry i mojego chłopaka. Postawiłam chłopca na ziemię a Ney mocno mnie przytulił. 
-Masz dzwonić codziennie rozumiesz?-spytał kiedy złączył nasze czoła i trzymał moją twarz w swoich dłoniach. Pocałował mnie w czoło a potem złożył na moich ustach najczulszy pocałunek na świecie. Razem z Inez pojechałyśmy do hotelu po moje walizki. Potem byłyśmy na lotnisku, w samolocie Inez spała a ja rozmyślałam. Coś czuję że wszystko się posypie. Znowu ciągłe wizyty w szpitalach. Nieprzespane noce i myśl czy ukochana osoba dożyje kolejnego dnia. Tyle że teraz nie chodzi o mojego tatę tylko moją jedyną rodzicielkę. 



____________________________________________________________________
I jak może być? Mam nadzieję że się podoba. Tylko że taki trochę krótki
Kiski lofki <3 :* :* <3 

czwartek, 17 lipca 2014

Ogłoszenia parafialne :D

Od czasu do czasu będę ogłaszać wieści parafialne :D 
1. Będę prowadzić nowego bloga :P Na drugim będę wstawiać rzadziej posty bo do tego bardziej przywiązuję uwagę :) 
2. Jeśli będziecie chcieli wiedzieć coś w sprawie rozdziałów czy takich tam piszcie na hangoucie :)
3. Link do nowego bloga podam jak wstawię bochaterów i pierwszy rozdział. :D 
4. Kolejny rozdział tu powinien się pojawić jutro lub po jutrze :) 


KISKI LOFKI KOCHANI <3 <3 :* :* 

Rozdział 13

Nastepnego dnia spotkałam się z Davim sama z Ola i dzieciakami bo chłopacy mieli trening. No tak przecież jutro wielki mecz. Kiedy Davi zobaczył dziewczynke podbiegł do niej i ją przytulił.
-Popatrz co mam dla ciebie!-krzyknął wręczając jej koszulkę. 
-Jaka ładna- powiedziała dając mu buziaka w policzek.
-Ivy pogramy w nogę?- Fabian spytał mnie.
-Ja mam lepszy pomysł. Pójdziemy na trening taty i Neymara.- Powiedziała Ola. Po niedługiej chwili byliśmy na treningu chłopaków. 
*Ola*
Kajucha cały czas gadała o małym brazylijczyku. Taka młoda i mała i się już zakochała? Przynajmniej w kimś kogo akceptuje. Seba chyba też.  Dojechaliśmy w końcu na trening. Niestety był otwarty. Kurde dzieciaki sobie nie pograją. Koło murawy zobaczyłam tą samą szmatę która prawie rozbiła moje małżeństwo.  Ale chwila ona kogoś całowała. A kim był ten osobnik płci męskiej? NEYMAR?! Ivy to zobaczyła i podeszła do nich odsunęła tą dziwke od niego i zdzieliła Neymara z otwartej ręki.  I to raczej dosyć mocno bo obrócił się o 180°. Potem podeszła do mnie i zaczęła prawie płakać
*Ivy*
-Znasz tą szmatę?-spytałam Oli.
-Tak to Natalia Siwiec. Prawie rozbiła moje małżeństwo.  Powiem ci tak. Nie znam osobiście Neymara ale widziałam że to ona go całowała.  Ona ma jazde na piłkarzy a że to Neymar da Silva Santos Junior we własnej osobie nie mogła przepuścić takiej okazji żeby być z nim na okładkach  jak się całują.  Idź i walcz o niego.-Powiedziała i pchnęła mnie w ich stronę. Ona ma racje. Jakaś dziwka nie odbierze mi kogoś kogo kocham nad życie. Podeszłam do nich a ona dalej się do niego przystawiała. Odsunęłam ją ponownie od niego i potarłam obolałe miejsce mojego chłopaka. 
-Przepraszam kotek nie miało być tak mocno.-powiedziałam do niego i pocałowałam obolałe miejsce. 
-Nie szkodzi należało mi się. Chociaż powiem na swoją obronę, że to ona mnie całowała. 
-Wiem kotuś.-wtedy odezwała się ona.
-Ty jesteś jakaś popierdolona, on jest mój!-krzyczała. Ney dobrze wie że mam włoski temperament więc odezwał się pierwszy. Nie chciał żebym ją w jakiś sposób uszkodziła.
-Wiesz co? Idź już stąd. 
-Neymar na trening!-krzyknął Pep. 
-Już!-krzyknął i pobiegł. Jeszcze szybko mnie pocałował na odchodne. Podeszłam do Oli i usiadłyśmy na ławce trenerskiej. Guardiolla nam pozwolił. Dzieci brykały i cały czas wchodziły na murawę. 
-Davi! Chodź tu!-krzyknęłam a chłopiec od razu usiadł koło mnie. Ola jeszcze trochę trudziła się z uspokojeniem dzieci ale jakoś się jej udało. Resztę treningu przesiedzieliśmy z Olą na gadaniu o zakupach. 
-Ej słuchaj. Oni kończą za pół godziny czyli to będzie 15. Może Pójdziemy na zakupy? Mówię ci. Ze mną nudzić się nie będziesz. 
-A co z Kają i Fabianem?
-Od tego jest przykładny mąż.-zaśmiała się. 
Pół godziny później. Ola zawołała dzieciaki i mnie i poszliśmy do szatni chłopaków. Ola zawołała Sebę przez drzwi. Z tego względu, że Barca miała szatnie na przeciwko, powiedziałam Oli że ma chwilę poczekać weszłam do środka z Davim i na poczekaniu dostałam ze śmierdzącej skarpety prosto w twarz.
-Przepraszam kochanie to miało być w Cesca.-powiedział przez śmiech Ney
-Ty chciałeś uderzyć brudną zasmrodzoną skarpetą kij wie skąd mojego dziubaska?-powiedział Pique. Podszedł i przytulił Fabregasa mocno do siebie. 
-Ej. Gerard. Ta brudna zasmrodzona skarpeta kij wie skąd pochodzi z twojej nogi.-Zaśmiał się brazylijczyk. Davi podłapał temat skarpet i wszystkim zabrał ich skarpety i potajemnie włożył wszystkie do torby Messiego. Nikt go nie zauważył bo wszyscy byli zajęci zastanawianiem się co w ogóle robię w tej szatni. Ja zaczęłam się śmiać w niebogłosy. 
-Po primo. Co tu robisz? Po sekundo czy jak to się tam mówi z czego się śmiejesz?-spytał Fabregas
-Po primo Neymar do końca dnia jesteś sam z Davim bo idę z Olą na zakupy po secundo śmieję się z tego jakimi debilami jesteście po tertio szukajcie swoich skarpetek.-szybko wyszłam z szatni i zobaczyłam że Ola czeka na mnie z Sebą i dziećmi. 
-Hej Seba hej dzieciaki.-powiedziałam i pociągnęłam Olę za rękę i w szybkim tempie skierowaliśmy się do samochodu Oli. 
-Czemu tak pędzisz?-spytała.
-W wielkim skrócie teraz pewnie szukają swoich skarpetek albo zastanawiają się do teraz o co mi chodziło. Zaczęłam się śmiać i przestałam dopiero w samochodzie. Zaszaleliśmy na zakupach. Chyba Ney będzie mi musiał użyczyć połowę walizki. Wieczorem udałyśmy się jeszcze na pizze. Po udanych zakupach i posiłku pojechaliśmy pod hotel. Pożegnałam się z Olą i weszłam do środka z wieloma torbami. Neymar to by mnie zabił więc zadzwoniłam po Fabregasa żeby mi pomógł. Przyszedł po chwili.
-To ze skarpetkami było chamskie!-krzyknął na cały hol a ludzie tam przebywający patrzyli się na niego z miną typu WTF?!
-Fabsiu to nie ja tylko Davi.-powiedziałam jak był koło mnie.
-Yyy Davi? To jest taki mały problem.-powiedział i uciekł na górę. Z tego względu, że mieszkałam na ostatnim piętrze wzięłam wszystkie torby i skierowałam się do windy. Po minucie byłam już na górze. Miałam właśnie wchodzić do pokoju kiedy zmachany Cesc zauważył mnie.
-Niieeee!!!-krzyknął a ja go zignorowałam i weszłam do pokoju. Co tam zobaczyłam przerosło moje oczekiwania. Moje buty pozwiązywane ze sobą, bluzki tak samo wszystkie moje rzeczy. I wszystkie ułożone w napis "skarpetka" na podłodze.
Wiedziałam że za mną stoi Fabregas przestraszony i nie wiedzący co ma zrobić.
-Gdzie jest Neymar?-spytałam w miarę spokojnie
-U Messiego.-powiedział bardzo przestraszony.
-A kogo to był do cholery pomysł!?-krzyknęłam
-Fabregasa.-powiedział przechodzący przez korytarz Alves.
-Odwróciłam się do Fabregasa a on miał duże przestraszone oczy.
-Noo no al aa ale to to oj no bo Pique mi pomógł.-powiedział i uciekł.
Poszłam do pokoju Messiego i bez słowa wyciągnęłam stamtąd Neymara i ciągnęłam go do naszego pokoju. Patrz co debile zrobili.-powiedziałam a Neymar wybuchł śmiechem.
-Och daj spokój. Wołaj tych dwóch debili i mają wszystko ładnie poukładać. Ja idę się umyć i za to, że się śmiałeś idziemy od razu spać.- Powiedziałam i poszłam do łazienki. Wzięłam długą relaksacyjną kąpiel. Wyszłam z łazienki coś koło 22. Weszłam do pokoju a tam Fabregas i Pique z minami zbitych psów rozwiązywali moje ubrania. Zaśmiałam się i położyłam się do łóżka. Neymar kij wie gdzie był.
-Dobranoc lamy.-powiedziałam i po jakimś czasie zasnęłam.


______________________________________________________________---
Taki w kit nie wiem czy sie wam spodoba xD
kiski lofki <3 :* <3 :*